niedziela, 7 września 2014

Virgin Snow - Rozdział 16.

            Kiedy przekraczał muru szkoły, czuł tylko niechęć. Każdego dnia męczył się coraz bardziej. Mimo dalszej akceptacji jego osoby przez rówieśników, dało się wyczuć inną aurę. Coś się zmieniło i wiedział, że może to zawdzięczać JaeMin’owi. Pocieszającym był fakt, że niewiele czasu zostało do zakończenia roku. Już niedługo miał to wszystko zostawić za sobą.
            - Siema, stary – Sam powitał go mocnym szturchnięciem. Minho z wielkim trudem powstrzymał jęk bólu. Czasem jego kumpel nie hamował się, nie biorąc pod uwagę tego, że tylko on jest tak silny. Przynajmniej był. Jako nieliczna osoba, która się od niego nie odwróciła.
            A to dopiero początek. Nie wątpił, że już od dzisiejszego dnia grupka jego „fanek” zmniejszy się przynajmniej o połowę. Jedno było ważne, miał po swojej stronie Sama i ChanSunga. To się liczyło. Jego ekipa, jego ludzie. A cała bezwartościowa reszta, która mówiła mu jedynie „cześć” – byli niczym.
            - Człowieku, połamiesz mnie kiedyś – mruknął Minho poruszając barkiem.
            - Jak się udało przedstawienie? Przebrali cię w kieckę czy coś? – zakpił przyjaciel.
            - I założyli diadem – dodał Choi – Chyba dobrze. Wyszedłem – stwierdził wzruszeniem ramion.
            - Nieładnie – Sam pomachał palcem i zaśmiał się. On też uważał, że raczej nie ma co liczyć na jego nawrócenie. Nie w tym życiu – Ale chociaż uwolniłeś się od tych ludzi. Tylko szkoda towarzystwa Taemina, co nie? – rzucił podstępnie – Co postanowiłeś?
            - Włączamy go – Minho pokiwał głową, mając poważna minę – Nie tylko on się zdziwi. Chyba tego kolorowego też musimy. To jego przyjaciel – wypowiedział to słowo z niechęcią.
            - Ludzie się zdziwią – powiedział Sam z powagą – Ale to dobrze. ChanSung nie będzie miał nic przeciwko, a i tak więcej go nie ma, jak jest. Za to możemy liczyć na to, że JaeMin potupie swoją nóżką – zakpił.
            - Mam już dość tego gościa – warknął Minho – Niech robi co chce. Nie mam już zamiaru udawać, że odpowiada mi jego towarzystwo. Nie odpowiada – zakończył zdecydowanie.
            - Oho, nasz przyszły wróg na horyzoncie. Jestem ciekawy jak zareaguje Yuri – mruknął jeszcze Sam.
            I chyba już wiedzieli. JaeMin swobodnym krokiem szedł w ich stronę. Kiedy mijał Yuri, która siedziała na ławce z koleżankami, nawet nie zwrócił na nią uwagi. Dziewczyna posłała chłopakowi wrogie spojrzenie. Wrogie, jednak dało się odczytać w tej bojowej minie ból.
            - No to chyba i ją mamy po swojej stronie. Cała nasza paczka w komplecie – zadowolony powiedział Choi. Niczego więcej teraz nie potrzebował.
            - Witam – usłyszeli, kiedy JaeMin podszedł do nich. Minho poweselał, a Sam nie przestawał się uśmiechać.
            - Nasza parka chyba się rozstała – Choi próbował ukryć swoje zadowolenie – Szkoda.
            - Ludzie się rozchodzą – JaeMin wzruszył jedynie ramionami – Yuri nie spełniała wszystkich moich zachcianek.
            - Może dlatego, że nie jest służącą? – zasugerował Sam ostrym jak brzytwa głosem. Z uśmiechniętego olbrzyma, przeistoczył się w groźnego olbrzyma. Już od dawna Minho przeczuwał, że Yuri nie jest dla niego tylko kumpelą.
            - Może tylko do tego się nadaje? – mruknął JaeMin.
            Sam zrobił krok do przodu. Minho delikatnie go zatrzymał, łapiąc za ramię.
            - Masz do nas konkretną sprawę? – miłym głosem zapytał Choi.
            - Czy mam? – zdziwiony zapytał JaeMin – Jesteśmy chyba…
            - Nie jesteśmy – przerwał mu Minho – Zapominasz o czymś. Idź i twórz swoją własną grupkę debili. Pamiętaj, by dobrać szczególnych przygłupów. Niech dorównują ci inteligencją.
            JaeMin podniósł jedną brew w zdziwieniu, po czym uśmiechnął się lekko.
            - Czyli mnie wyrzucasz? Wiesz, że mogę ci zaszkodzić? – zagroził.
            - A wiesz, że nigdy nie byłeś z nami, więc nie mogę cię wyrzucić? Mówiłem ci to, byłeś tolerowany ze względu na Yuri. Nigdy cię nie lubiłem, ani twoich głupich pomysłów. Zaszkodzić? Rób co chcesz. Nie boję się ciebie – powiedział spokojnie Minho.
            - Myślisz, że skoro masz przy sobie swoje psy to jesteś bezpieczny? – zapytał bezczelnie JaeMin, wskazując na Sama. Ten spiął się na takie określenie swojej osoby, jednak uśmiechnął się promiennie.
            - Jesteśmy jego przyjaciółmi. Trzymamy się razem i nie jesteś w stanie mam zaszkodzić – stwierdził spokojnie Sam – Jesteś głupi, jeśli myślisz, że możesz coś zmienić.
            - Czyli dalej ty jesteś górą Minho, a ja mam się usunąć w cień? Może i ja padnę ofiarą twoich zagrywek, co? – zakpił chłopak.
            - To znaczy, że spróbuj podskoczyć, a będziesz miał do czynienia za mną – wyjaśnił spokojnie Choi – Nie chcę cię straszyć. Nie chcę grozić. Po prostu żyj, funkcjonuj, tylko nie przeszkadzaj. Nie jestem już katem. Noo – zastanowił się – nie będę nim w aż tak dużym stopniu. To jednak nie znaczy, że potrzebuję zastępcy. Odpuść. Nie staniesz się mną.
            - Nie muszę stawać się tobą. Jestem groźniejszy niż ty – JaeMin parsknął  zirytowany – Jestem ciekawy kto cię tak zmienił, co?
            - Skoro jesteś groźniejszy, to nie pokazuj tego tutaj. Bo czy chcesz tego, czy nie, nie pozwolę krzywdzić innych. Chyba że ja będę to robił. Nie chcę już z tobą rozmawiać – powiedział spokojnie Minho i odszedł od rozwścieczonego już teraz JaeMina.
            - Trzeba było rozmawiać z nim spokojniej – powiedział Sam, kiedy oddalili się już od niewygodnego znajomego.
            - Tak? Spokojniej? – Minho popatrzył spod byka na przyjaciela – Gdyby nie ja, to byś go pobił.
            - Może trochę mnie poniosło, jednak i tak uważam, że lepiej gdyby porządnie dostał. Ty posługujesz się kpiną, ja pięściami. Ale to ty wychodzisz na tym gorzej. Słowa potrafią ranić bardziej niż konkretne lanie.
            - To się niebawem okaże. Jakoś wątpię, by JaeMin siedział potulnie jak baranek. Przysporzy nam jeszcze kłopotów – Minho westchnął zrezygnowany – Cześć Yuri! – rzucił wesoło do dziewczyny, zarzucając jej swoje ramię na jej. Grupka, która z nią była zachichotała radośnie, ciesząc się z towarzystwa dwójki najbardziej pożądanych osób w szkole.
            Sam uśmiechnął się speszony do dziewcząt i rzucił pocieszające spojrzenie Yuri. Łamaga, pomyślał Minho. I gdzie się nagle podział odważny, wygadany chłopak?
            - Czego chcecie? – warknęła dziewczyna, zrzucając ramię natrętnego Minho – I o czym gadaliście z tym dupkiem, co? – mruknęła.
            - Teraz dupkiem, a kilka chwil temu to anioł był – rzucił Choi kąśliwie – Nawet nie będę mówił, że mówiłem że tak się stanie – dodał wieszczym tonem.
            - Dobra, zamknij się – warknął Sam i odepchnął Minho od dziewczyny, zajmując jej miejsce – Luz, mała – objął opiekuńczo Yuri ramionami – Będzie lepiej.
            - Jedyny porządny kumpel – powiedziała dziewczyna i łypnęła wrogo na Minho.
            - Przecież wiesz, że zawsze będę po twojej stronie – przyjaźnie odpowiedział Choi – I teraz znowu wszystko jest bez zmian. Cieszę się – powiódł wzrokiem przed siebie, widząc Taemina i Kibuma – No prawie bez zmian – mruknął rozkojarzony.
            - Sam, co jest? – Yuri szturchnęła Sama, wskazując na Minho.
            - Moja droga, niedługo sama się wszystkiego dowiesz – zadowolony zaśmiał się – Duże zmiany. Wygląda na to, że czeka nas zmiana polityki – mruknął.
            Słuchał Sama jednym uchem, jednak przyjaciel niewątpliwie miał rację. Szykowały się ogromne zmiany, które wreszcie zdecydował się wprowadzić  w życie. Był z siebie dumny. Nawet jeśli to miał być dopiero mały krok, to był cholernie zadowolony.
            - Co jemy? – zadowolony ChanSung pojawił się dopiero podczas przerwy obiadowej. To było wręcz niebywałe, jak ten chłopak nie przejmował się szkołą. Przychodził kiedy chciał, robił co chciał, dostosowywał się do nowej sytuacji ot tak.
            - Stawiam dziś na rybę i fryty – odpowiedział Sam – Luksus. Gotowy, Choi?
 Stali przed stołówką i organizowali swoje wielkie wejście do pomieszczenia.
            - A co właściwie robimy? – niedoinformowany ChanSung zapytał.
            - Dziś dosiadamy się do Taemina, jednak bez zamiaru gnębienia go oczywiście – wyjaśnił Sam.
            - Uhhuuhhuu – zawył ChanSung, poklepując Minho po ramieniu – I dlatego dziecina nam się stresuje? Masz się czym przejmować, rzeczywiście – mruknął rozbawiony.
            - Dobra, przymknijcie się oboje. Wcale się nie boję – zaprzeczył Choi, zaciskając pięści.
            - Zmiana opcji nie jest zła, będzie zabawnie – zaśmiał się ChanSung i pierwszy wmaszerował do stołówki.
            - No to idziem! – powiedział Sam i podążył za prowodyrem.
            Minho mruknął coś pod nosem, powtarzając sobie w duchu, że to najlepsza rzecz, jaką teraz robi. Raźnym krokiem wszedł do stołówki. Nawet nie zwracał uwagi na tłumy uczniów siedzących przy stolikach. Widział Sama i ChanSunga, którzy już zdążyli dosiąść się do Kibuma i Taemina. Siedział obok nich też ten dzieciak, zastraszony gówniarz, który teraz wyglądał, jakby zobaczył ducha. Skrzywił się na jego widok. Zerknął ukradkiem na ludzi, czekających jak sępy szukające powodu do rozrywki. Nie tym razem, pomyślał zadowolony.
            - Właśnie się zastanawialiśmy z Taemin’em, co właściwie robicie przy naszym stoliku – powiedział Kibum, kiedy Minho dotarł do grupki. Krzykacz łypał podejrzliwie na każdego z nich po kolei – I jest! Wróg publiczny numer jeden – mruknął z przekąsem Kibum.
            - Nasz wódz postanowił, że od dziś będzie bronił pokrzywdzonych i prześladowanych – powiedział ChanSung śmiertelnie poważnym tonem, wyraźnie kpiąc sobie z Minho.
            - Bez przesady – powiedział spokojnie Choi i usiadł naprzeciwko Taemina, który najbardziej był zainteresowany swoim posiłkiem – Ty – wskazał palcem na skulonego chłopaka – Jak się nazywasz? Przypomnij – machnął lekceważąco ręką.
            - Han Neul, Minho – z pokorą wydukał chłopak.
            - Przynieś mi obiad – zdecydowanym tonem powiedział Choi.
            - Stara się – uspokajająco powiedział Sam – Ciężką jest droga do doskonałości – dodał i parsknął.
            - Widzę – mruknął Kibum.
            - Cześć, Taemin – Minho pomachał swoją dłonią przed twarzą Lee – Mógłbyś się odezwać – mruknął niezadowolony.
            - Minho, twój obiad – wyjąkał Han Neul, stawiając tackę z jedzeniem.
            - Dzięki – uprzejmie odpowiedział Choi – Widzicie? Podziękowałem – zaznaczył dumny z siebie.
            - Nie odpowiedziałeś tak właściwie, co tutaj robisz? – ponowił pytanie Kibum, przeżuwając frytkę – Robicie – poprawił się.
            - Siedzimy – odpowiedział zirytowany Minho – Dziś padło na was, jutro padnie na was i pojutrze też – wyjaśnił.
            - I ten zaszczyt zawdzięczamy Taemin’owi, prawda? – słodkim głosem zapytał Kibum. Sam parsknął, a ChanSung zakrył usta dłonią.
            - Spostrzegawcza bestia – skwitował Sam.
            - No co? – opryskliwie zapytał Minho – Przecież się kumplujemy, prawda Taemin? – zapytał z uśmiechem.
            Lee poderwał głowę do góry. Był raczej średnio zadowolony. Minho znowu zauważył dziwny nastrój chłopaka. Był czymś zmartwiony.
            - Stało się… - zaczął, jednak blondyn mu przerwał.
            - Wczorajsze przedstawienie udało się, jeśli chciałbyś wiedzieć – powiedział życzliwym tonem. Nie sposób było jednak nie słyszeć jadu w tej wypowiedzi – Tak, jesteśmy kumplami. Póki któryś z nas nie wbije drugiemu noża w plecy. Spodziewam się, że ty będziesz pierwszym, który zrani – dodał, uśmiechając się sztucznie.
            ChanSung niemal zakrztusił się powietrzem. Z niedowierzaniem popatrywał również na Lee.
            - Minho, nie mówiłeś że to maltretowane zwierzątko ma takie długie pazury. Młody, trzeba było szybciej je pokazać – zadowolony powiedział.
            - Próbuję przypiłować te pazury od kilku lat – mruknął Minho.
            - Twoja piękna twarzyczka może zostać w końcu przeorana – powiedział swobodnie ChanSung, nadal naśmiewając się z Minho – Pasujecie do siebie – stwierdził po namyśle, mówiąc już ciszej.
            - No chyba nie – warknął Taemin – Minho, pamiętasz, że czeka nas dzisiaj szpital? Poproszę siostrę, byś dostał największą igłę – blondyn uśmiechnął się podstępnie.
            - Wszyscy jesteście straszni – burknął Choi – Dobrze, że Krzykacz siedzi dziś cicho, bo wyszedłbym z siebie i stanął obok. I ty – wskazał palcem na Kanga – Ty też jesteś dobry. Nie musisz jednak patrzeć na nas, jakbyśmy chcieli cię pożreć. Jesteśmy spokojni, na razie – zakończył swoją przemowę.
            - Za to ktoś inny chyba chce was zjeść – powiedział Kibum spoglądając na JaeMin’a, który siedział po drugiej stronie pomieszczenia.
            Wszystkie głowy zwróciły się w tamtą stronę. JaeMin rzeczywiście wpatrywał się w ich grupkę ze wściekłym wyrazem twarzy. Co gorsza, nie siedział sam. Szybko przygruchał sobie ludzi, którzy dorównywali mu inteligencją, a raczej jej brakiem.
            - Niech próbuje – zbagatelizował całą sprawę Minho. JaeMin niewiele go interesował. Może i mógł zaszkodzić, jednak nie wydawało mu się to ważne. Miał nadzieję, że chłopak po prostu odpuści.
~**~
            - Gotowy? – zapytał sam siebie Minho, stojąc przed szkołą i czekając na Taemina. Nie cieszył go wypad do szpitala. Nie lubił ich. Śmierć go przerażała. Śmierć wśród białych ścian.
            - Jestem – usłyszał ponury głos obok siebie. Nawet nie zauważył, kiedy zjawił się Taemin.
            - Świetnie – powiedział niemrawym tonem i ruszył do auta. Doskonale zdawał się sprawę, że zostają odprowadzani wzrokiem wszystkich ciekawskich – Cieszę się, że zmieniłeś zdanie – powiedział, kiedy znaleźli się już w aucie.
            - Po prostu się z tobą zabieram – mruknął Taemin – Ostatnio nie czułem się dobrze, potrzebuję badań – wyjaśnił.
            - Coś poważnego? – zainteresował się Minho. Już od dawna ciekawiło go to, czy Lee nie jest na coś chory.
            - Nie – nieco zbyt głośno odparł blondyn – Jestem tylko osłabiony – wydukał.
            - Czuję kłamstwo – stwierdził Choi – Mam nadzieję, że wszystko się uda – westchnął ciężko.
            - Czyli jednak zależy ci na ojcu – Taemin z widoczną ulgą zmienił temat.
            - To na tobie mi zależy, chcę cię poznać – skwitował twardo – Tego gościa nie znam. Jego jedynym i istotnym wkładem w moje życie było zapłodnienie mojej matki. Po prostu chcę mieć go z głowy. Nic on mnie nie obchodzi.
            - Przeczysz samemu sobie – zauważył Taemin – Jeśli ci na nim nie zależy, równie dobrze mogłeś go olać i żyć własnym życiem. Możesz go nienawidzić, co jednak nie zmienia faktu, że to twój ojciec. Już samo to jest dla ciebie ważne. Nawet jeśli nie odgrywa znaczącej roli w twoim życiu.
            Minho spojrzał przelotem na wszechwiedzącego Taemina, marszcząc z niezadowolenia brwi.
            - Jakiś ty oświecony – warknął zdenerwowany – To co powiesz na to? Nienawidziłem cię, a nagle okazałem zainteresowanie. I co najlepsze, nie jako dla kumpla, a może kiedyś chłopaka. To też mały paradoks, prawda? Widocznie jestem niezrozumiały jak kobiety – wzruszył ramionami – Ale cieszę się, że może uda nam się zawszeć kompromis.
            - Wiesz, na czym polega mój problem? Zbyt szybko wybaczam. Nawet jeśli nadal się obawiam, chcę znaleźć szczęście. Zasługuję na nie jak nikt inny – wyznał Taemin – A jeśli to masz być ty? No cóż, trudno. Przeboleję to – chłopak uśmiechnął się lekko.
            - Łaskawiec – prychnął Minho – Co się stało, że zmieniłeś tak drastycznie zdanie?
            Taemin wpatrywał się poważnie w Minho. Ten czuł na sobie spojrzenie blondyna. To co jednak radowało go najbardziej to to, że dostał szansę.
            - Nie mogłem się trochę poopierać? – powiedział lekceważąco Lee – Mogłeś się postarać. Wczoraj miałem pewne wątpliwości po tym, jak nas zostawiłeś. Jednak dzisiaj… - przerwał na chwilę.
            - Przecież ci mówiłem, że koniec z nienawiścią – wtrącił się Choi.
            - Mówiłeś – Taemin przyznał mu rację – Ale ja i tak nie wierzyłem. Byłem pewny, że stchórzysz. Możesz sobie udawać silnego i odważnego przed innymi, ale nie jesteś taki. Boisz się jak każdy. Jesteśmy jeszcze dziećmi.
            - Przerażasz mnie – powiedział szczerze Minho. Spoglądał co jakiś czas na Taemina, który zaabsorbowany patrzył jedynie przed siebie, był zamyślony. Nie podobał mu się również ton chłopaka. Jakby wiedział wszystko, a problemy zwyczajnych ludzi były niczym w porównaniu do jego życia, myśli, przeżyć, czegokolwiek – Jesteśmy dziećmi, masz rację. I tak powinniśmy się zachowywać. Ty też. Więc nie pieprz mi tu z jakimiś morałami, dobrze? – zakończył na wpół rozbawiony.
            Taemin nie odpowiedział, tylko prychnął udając obrażonego.
            - Czyli teraz się spotykamy? – nieśmiało zapytał Choi. Chciał tego, być z kimś.
            - Tak, chyba tak – odparł po chwili Lee.
            Minho zastanowił się. Wiedział jak to wygląda z dziewczyną, ale z chłopakiem? Wszystko było tak obce. Czuł się jak dzieciak, który dopiero co poznaje otaczający go świat.
            - To ja mam robić za faceta w tym związku? No wiesz, organizować randki, płacić za nie, starać się bardziej – wyliczał, pukając palcami w kierownicę. Taemin się roześmiał.
            - Jasne, kupować kwiaty, a na koniec się oświadczyć – prychnął – Przestań. Jesteśmy facetami, oboje.
            - No ale, ja będę bardziej facetem – odparł.
            - A ja? Będę facetem-babą? Jesteś zabawny. Nie mamy podziału na role. Bądź sobą. Ja  też będę sobą. I zacznijmy od tego, że nie jesteśmy w związku. Póki co zacząłem cię bardziej niż tolerować. Tego się trzymajmy – zaznaczył Lee.
            - Ale nie możesz się z nikim więcej umawiać niż ze mną – zastrzegł Minho, zanim zdążył ugryźć się w język. Zaczynał być nawet zazdrosny? Co się z nim do cholery jasnej działo?
            Niemal widział zdziwiony, czy rozbawiony wzrok Taemina na swojej osobie. Nie odważył się jednak na niego spojrzeć.
            -  Nie byliśmy nawet na jednej randce, więc nie masz prawa tego żądać – swobodnie odpowiedział Lee. Minho miał jednak wrażenie, że chłopak jedynie się droczy.
            - To się zmieni – zapewnił Minho. Telefon w jego torbie zadźwięczał – Możesz zerknąć? – poprosił Taemina.
            Ten skinął głową i posłusznie wygrzebał telefon z plecaka.
            - Mama – powiedział – Mam odczytać?
            - Jasne – Choi skinął głową – Czuję, że to coś złego – mruknął do siebie.
            - Pomocy. Stop. Dziadkowie przyjechali. Stop. Katastrofa. Stop. Nie zostawiaj mnie samej. Bez odbioru – zakończył Taemin i zaśmiał się – Masz zabawną mamę – skwitował.
            - Szlag! – warknął Choi – Bardzo musisz do tego szpitala?
            - No nie, tak tylko jadę do towarzystwa. A badania to przy okazji. Przedkładamy na kiedyś tam?
            - Tak, chyba tak – zrezygnowany odpowiedział – Odwiozę cię do domu od razu. Kurde, szykuje się niezła jazda.
            Spotkania z dziadkami od dawien dawna były trudne. Rodzice jego ojca jakoś nigdy nie pogodzili się z utratą syna i całą winę zwalali na jego matkę, która w małym stopniu miała wpływ na ojczulka, wiecznie chadzającego swoimi drogami. Nie mniej jednak, to ją uważali za największą zakałę, która trafiła do ich rodziny. Minho domyślał się celu tej niespodziewanej wizyty. Jakimś cudem dziadkowie musieli się dowiedzieć o tym, że jego matka „uwiodła” kolejnego z rodu Choi.
            Zaparkował, widząc przed domem auto zarówno dziadków, jak i Daniela. No to szykowała się niezła bitwa. Miał tylko nadzieję, że to nie on znajdzie się w jej centrum, czego jednak nie mógł sobie zagwarantować. Wiedział, że bez rannych się nie obejdzie.
            - To po prostu niedorzeczne, Danielu – usłyszał na samym wejściu do domu donośny głos starszej kobiety. Zawsze się dziwił, że taka malutka staruszka może być takim wrzodem na tyłku. Należała do tego typu babć, które są wredne, bezwzględne i nie podoba im się wszystko – Zawsze wiedziałam, że ciągnie cię do tej lafiryndy, jednak byłam pewna, że chociaż jeden z moich synów ustrzeże się przed tą harpią – wściekłe wyrzucała z siebie słowa.
            Minho westchnął. Bez porządnej kłótni się nie obejdzie. Jego mamy widocznie nie było, ponieważ już by słyszał jej wrzaski i czuł błoto jakim obrzucałyby się kobiety.
            - Mamo! – z wyrzutem upominał ją Daniel. Uwielbiał swojego wujka, jednak zawsze był zbyt uległy. Ciągle zabiegał o aprobatę rodziców, którzy skakali nad jego ojcem. I tyle wyszło z tego skakania, że Daniel urządził sobie życie, a jego ojciec tkwił w więzieniu.
            - Dość! – przerwała Danielowi matka i niemal widział, jak dygocze ze złości.
            Minho stwierdził, że jednak musi się w końcu pojawić. Wypadałoby, żeby ktoś bronił jego mamę przed wredną teściową. Byłą teściową, która niedługo mogła zostać nią ponownie.
            - Cześć babciu – z przesadną uprzejmością powitał kobietę, która rzuciła mu chłodne spojrzenie. Również nie był dla niej wymarzonym wnukiem.
            Przemiła  „babuszka” była w rzeczywistości małym gnomem, niskim i wrednym babsztylem, który łypał na każdego złowrogo. Tylko dla jego ojca te oczyska zmieniały się na rozmarzone, a usta wychwalały najstarszego syna pod niebiosa. Kobieta była elegancka, na głowie miała ładnie skrojonego boba. A jednak rzucane przez nią obelgi w niczym nie przypominały dystyngowanej pani. Co to, to nie.
            - Minho – zasyczała – Gdzie jest twoja pożal się boże mamusia?
            Miał ochotę splunąć jej w twarz, tak jak ona to robiła – tylko że słowami.
            - Pewnie zaraz wróci z pracy – wyjaśnił zdawkowo – Dziadku – kiwnął sztywno głową na mężczyznę. Ten niczym nie różnił się od swojej żony. Był tylko bardziej milczący, ale nadal dystyngowany aż do bólu i nigdy nie rozstawał  się ze swoim garniturem. Mężczyzna siedział przy blacie kuchennym i powoli palił papierosa.
            - Może to i lepiej – starsza pani machnęła lekceważąco małą dłonią – Będziemy mogli spokojnie o niej porozmawiać.
            - Jeśli chcesz szykanować moją matkę, to nie rób tego w moim towarzystwie. Mogłabyś mieć w sobie chociaż tyle ogłady– mruknął niezadowolony, a Daniel skinął mu głową.
            - Minho – nie lubił kiedy kobieta wymawiała jego imię tak protekcjonalnym tonem – Nie bądź bezczelny – syknęła.
            Chłopak westchnął i podszedł do lodówki, wyciągając z niej sok. Bardziej potrzebował jednak piwa. Nie dawał rady rozmawiać z dziadkami na trzeźwo, a ledwo co ich spotkał.
            - Babciu, czemu zawdzięczamy twoją wizytę? – zapytał słodko.
            - Twoja matka ponownie chce się wkraść do naszej rodziny. Już jednego mojego syna wprowadziła niemal do grobu – zimnym tonem powiedziała staruszka.
            - Do grobu – Minho zaśmiał się – Zabawnie. Wujek – zagadnął Daniela – Mamuśka pakowała ci się do łóżka? Kobieto, powinnaś dać spokój. Nie jesteś tu mile widziana. Twoi synowie nie są już berbeciami, którzy sikają w pieluchy i bez pomocy mamusi kroku nie postawią – był wściekły. Wypad z Taemin’em nie udał się i to wszystko dzięki tej starej flądrze.
            - Choi Minho. Twoja matka zrujnowała mojemu synowi życie, twojemu ojcu – przypomniała.
            - Twój syn sam zmarnował sobie życie – spokojnie skontrował Minho – I nie był dla mnie ojcem. Nigdy. Niech gnije w pierdlu. Jak widzisz Danielowi nic nie jest, żyje, jest zdrowy, nie bierze żadnych łapówek od dzieciaków. O tego synalka nie musisz się martwić – wzruszył ramionami.
            - Jesteś tak samo bezczelny, jak twoja matka – skwitowała kobieta.
            - Cieszę się, że nie mam żadnych waszych cech. Bez urazy, Daniel – rzucił do wujka – Niepotrzebnie się fatygowaliście.
            - Właśnie, mamo – wtrącił się Daniel – To, że będziesz niezadowolona w żadnym stopniu nie zmieni moich uczuć. Po prostu to zaakceptuj. Nie  jestem dzieckiem, żebyś musiała ingerować w moje życie.
            Starsza kobieta wyglądała jakby dostała siarczysty policzek. Zaczerwieniła się i parsknęła oburzona.
            - Jeśli myślisz, że tak po prostu to zostawię…
            - Mam nadzieję, że to zrobisz – przerwał jej zdecydowanie Daniel – Dzwoniłem do Kang Hee, że jesteście, jednak myślę, że powinniście już wyjść. Nie pozwolę, żeby była przez ciebie szykanowana, mamo. Mark na to pozwalał. Ja mam zamiar jej bronić, nawet przed tobą – dodał smutno.
            - Wszyscy oszaleliście. Nawet twój ojciec – oskarżycielsko wskazała palcem na mężczyznę, który raczej nie interesował się wybrykami żony – Teraz jej broni, głupiec.
            Minho z trudem powstrzymał uśmiech. Wygrali. Widział rozszalały wzrok swojej babci, której teraz pozostało jedynie pieklenie się.
            - Mamo – spokojnie powiedział Daniel. 
            - Wychodzimy – zdecydowanie powiedziała kobieta – Danielu, możesz być pewien że twoja nierozsądna decyzja nie opłaci ci się. Nie dostaniesz ani grosza. Nie pomożemy ci z ojcem, nie licz na nas – syknęła.
            - Jakbyś kiedykolwiek musiała mi pomagać. Wszystko zawdzięczam sobie, nigdy nie byliście dla mnie wsparciem – powiedział mężczyzna z żalem.
            - Kochanie, wychodzimy – starsza kobieta pierwsza ruszyła w stronę wyjścia.
            Minho był zadowolony. To była krótka, acz irytująca przeprawa. Cieszył się, że jego mama nie była w stanie dotrwać. Wiedział, jak źle znosi spotkania z rodziną Daniela i Marka. Zawsze czuła się odrzucona, choć tak bardzo starała się sprostać zadaniu synowej.
            Jego dziadek natomiast z ociąganiem podniósł się do góry i poprawił spodnie od garnituru. Odchrząknął i spojrzał najpierw na Minho, potem Daniela.
            - Nigdy nie przepadałem za twoją matką, Minho – wyznał sztywnym tonem – Jednak zawsze ją podziwiałem, że zdołała pozbierać się po związku z Markiem i wychować syna. Babcia jest wściekła, jak zwykle zresztą, jednak jest też nieobiektywna. Mógłbym powiedzieć, że nie myśli tak o Kang Hee, ale to nie byłaby prawda. Cieszę się z takiego wnuka, choć nie mieliśmy zbyt dobrego kontaktu, szkoda.
            Ostatnim czego się spodziewał po swoim dziadku, to tak długiego przemówienia. I to przemówienia, które nie było usiane nienawiścią.
            - Synu, jesteś najlepszym co mogło nas spotkać – dodał po chwili mężczyzna w stronę Daniela – Pójdę już , do widzenia moi drodzy – pożegnał się sztywno i podążył w ślad za żoną.
            Minho wypuścił z sykiem powietrze z płuc, a Daniel poszedł za jego przykładem.
            - Kurde, co za rozmowa – westchnął zmęczony Choi i usiadł na stołku – Ale udało się – uśmiechnął się lekko.
            - Tak, nieźle jej przygadałeś. Tylko ja stałem jak słup soli – jęknął rozżalony Daniel – Powinienem zareagować ostrzej. Miałeś podobno jechać do Seulu?
            - Miałem – potwierdził chłopak – Z Taeminem – dodał – Mama jednak wysłała mi dramatycznego sms-a z prośbą o pomoc, no to przybyłem.
            Daniel spojrzał na niego podstępnie, uśmiechając się znacząco.
            - Taemin. Nie spodziewałbym się tego – zagadnął mężczyzna.
            - Ja tym bardziej – wyznał Minho – Daniel, pamiętasz, jak miesiąc temu mówiłeś mi, żebym uważał na Lee. Powiesz mi o chodzi? Jest chory? Jego ojciec też zachowywał się dziwnie. O niczym nie wiem – mruknął niezadowolony.
            - Minho, nie mogę – Daniel pokręcił zrezygnowany głową – Jeśli jesteście blisko… to od niego powinieneś się tego dowiedzieć. Naprawdę nie mogę ci nic powiedzieć – wyjaśnił.
            - Rozumiem. Ale pokonaliśmy tą starą raszplę – Minho uśmiechnął się zadowolony.
            - Chociaż trochę szacunku. To nadal moja matka – upomniał go Daniel, ale i on nie mógł powstrzymać uśmiechu.

           
~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~

Witajcie! Jak się czytało rozdział? Zapraszam oczywiście do komentowania dzisiejszego rozdziału. Dziękuję za opinie do poprzednich partów. Witam nowych czytelników, pozdrawiam starych, przypominam o wersjach pdf dwóch opowiadań. Kolejny rozdział nie ukaże się prędko. Nie mam kiedy pisać, teraz cały mój czas zajmuje mój facet i praktyki. Wierzę, że poczekacie. A jeśli rozdział jednak ukaże się niebawem, to będzie on krótki i będzie zakończeniem pierwszej części opowiadania. Do zobaczenia kochani :) 

Co do justowania. Nie da się. Jestem osobą ograniczoną jeśli chodzi o formatowanie... i zwyczajnie kiedy to robię, rozlewa mi nierównomiernie tekst, że zupełnie nie nadaje się do czytania. Rozdział dzisiaj poprawiony. 

16 komentarzy:

  1. Warto było czekać na przełom w ich znajomosci :)
    Szkoda mi Minho i tego jaką ma rodzinę.
    Co do Ciebie kochana proszę o coś bardzo szybko <3 fantastycznie piszesz :)

    OdpowiedzUsuń
  2. Wow wow wow!!!!!
    Jaki rozdział!
    Świetny .. Nornalnie Bomba ..
    Ta babka Choi to ma tupet takie to male pomarszczone chyba przez te zmarszki nic nie widzi bo nadal zachwala tego wraka ojca Minho ... Dobrze ze chociaz dziadek byl w miare!

    Ullala Minho sie przełamał
    Razem obiadki
    Normalnie Sweet !!!
    NO i Kibum i jego rozumny mózg xd
    Odrazu wiedzial o co chodzi!
    Reakcja Sama - Bezcenna ;)

    Tylko sie pytam jak to jest Tae narazie toleruje Minho ale sa w zwiazku ... dziwne
    Ale tekst Minho o tym kto jest facetem w zwiazku normalnie epik!!!

    Czekam na koleiny rozdzial z niecierpliwoscią ale mnie zawiodłaś tym ze mialam nadzieje ze klucie bedzie w tym rozdziale ale i tak
    Duzo weny!!!

    OdpowiedzUsuń
  3. Oho! Ja tutaj czytam już niemal płonąc, czekam na chwilę egzekucji Minho na badaniach i to, jak Taemin mógłby z niego kpić, a tutaj matka znikąd >< meh, a już zdołałam się napalić na jakieś głupawe sceny xD dobrze, że chociaż Taemin zgodził się na spotykanie i już się aż tak mocno nie opiera xD
    jestem ciekawa, co też może wykombinować Jae Min w zemście, bo nie wygląda na takiego, który łatwo odpuści, to szuja :OO
    Znając Ciebie... obyś tylko mówiła, ze nie masz czasu pisać itd, bo potem nagle i tak siądziesz i piszesz na tłiterach, że prawie skończyłaś xDDD
    powodzenia na praktykach i PRZYJEMNYCH chwil z chłopakiem, już niedługo studia XD

    OdpowiedzUsuń
  4. Geniusz Minho. XD A Taeminnie... prawie się zgodził. Jejku onisącudownikochamciępiszdalejniemogęsięwysłowićOMOOOO! Znów krótki komentarz. Dłuższy będzie kiedy indziej. Jak nie będę miała tyle na głowie. ><

    OdpowiedzUsuń
  5. Jesteś nominowana do LBA na moim blogu... :D
    http://dangerous-kpop.blogspot.com/2014/09/lba.html

    Gratulację kochana!

    OdpowiedzUsuń
  6. I kolejny świetny rozdział ^^ Super że Tae w końcu zaczął tolerować Minho ;) Tylko o co chodzi z tą chorobą .... jestem strasznie ciekawa ...
    Życzę duuuuuuużo weny i czekam na następny rozdział ♡ ~

    OdpowiedzUsuń
  7. Przyznam się szczerze, że nie komentowałam z lenistwa. Dzisiaj jednak mam dużo wolnego czasu i napiszę ten komentarz zwyczajnie dlatego, że wiem, że jest to ogromna motywacja dla autora.
    Więc zaczynając od początku rozdziału.
    Strasznie się cieszę, że Tae dał w końcu szansę Minho. Mam ogromną nadzieję, że będą razem już niedługo.
    Drugą sprawą są te całe badania na jakie miał jechać Choi z Młodym. Mam strasznie złe przeczucia, że przez to, że nie pojechali coś się stanie Lee i wyląduje w szpitalu, a Minho będzie o to obwiniał babcię i będzie niezły bałagan.
    Jednak w brew wszystkiemu mam nadzieję, że to tylko moje przeczucia i tak zostanie.
    Jak ten głupi Jae Min mnie wkurwia. Po chuja on się wpiernicza w życie Minho?! Po co mu ta cała popularność czy kij wie co?! Jak on zniszczy to co mam nadzieję niedługo będzie między Lee, a Choi to mu oczy chyba wydrapię.......
    No nic, przepraszam za to, że nie komentowałam i za to, że ten komentarz nie ma ni ładu ni składu no, ale cóż.... mój mózg nie umie inaczej ;/
    Dziękuję Ci z całego serca za to opowiadanie oraz życzę bardzo dużo weny, czasu oraz powodzenia na studiach i z chłopakiem :)
    Twoja największa fanka, Fumi~
    (dawniej Lee Venus)

    OdpowiedzUsuń
  8. Virgin snow będzie w wersji pdf?
    Rozdział mega! Normalnie nie mogłam przestać się uśmiechać.
    A ta ich rozmowa w samochodzie :3
    Moja reakcja: YEEEEES! * podnosii pięść do góry*
    Miło, że zmieniają nastawienie do siebie.
    Zastanawia mnie tylko czy tamten debil no ten... ten.. no Jae Min! im nie przeszkodzi ;-;
    Czekam na kolejny! Weeeny :)

    OdpowiedzUsuń
  9. Głupie babsko z babci Minho. Nie miała kiedy się pojawić? Tak czekałam na opis wizyty w szpitalu, ale mam nadzieję, że w następnym parcie doczekamy się tej sceny :) Rozdział świetny - jak zawsze. Czekam na kolejny rozdział i życzę dużo weny :)

    OdpowiedzUsuń
  10. Jak miło, że Teamin przekonuje sie do Minho.
    Świetny rozdziałam jak zwykle. Mam nadzieje, że następne ukażą się w najbliższym czasie. ^^ Weny!!

    Ps: Babcia Minho jest okropna. >.<

    Himiko

    OdpowiedzUsuń
  11. W końcu przełom w ich znajomości! Nie mogę się doczekać kolejnego rozdział :D

    OdpowiedzUsuń
  12. Kurcze, kurcze, kurcze. Sprawdzam Twojego bloga codziennie o zaraz zje mnie ciekawość. Błagam, aish dodaj chociaż jakis post!

    By wierna tkanka Twojej twórczości ~~

    OdpowiedzUsuń
  13. Witam,
    jednak Minho naprawdę chce się zmienić, teraz już zrobił pierwszy krok, dobrze, że jednak ma przyjaciół wkoło, którzy wspierają... rewelacyjnie przygadał babci
    Dużo weny życzę Tobie...
    Pozdrawiam serdecznie Basia

    OdpowiedzUsuń
  14. Znów będę się zachwycała Twoim rozdziałem :) a to za sprawą Minho. Nie sądziłam, że jednak się odważy zrobić taki krok. Raczej obstawiałam, że stchórzy i odwlecze to w czasie. Teraz będzie naprawdę musiał się wykazać i bronić Taemina, bo nie wierzę, że tak wściekły Jaemin zwyczajnie w świecie odpuści. Szkoda, że chłopakom nie udało się pojechać do Seulu. Mogliby spędzić trochę czasu sami. No ale pewnie nadarzy się niejedna okazja na wspólne chwile. Ten dramatyczny sms rozproszył ich skutecznie. Ugh... teściowe są najgorsze!! Można było się spodziewać starej i ujadającej francy. Jak faceci mogą wytrzymać z takimi babsztylami? Dziadek to taka ciepła dupa i woli ulec niż wdawać się w awantury. Daniel też ma wiele cech po ojcu ale koniec końców obronił honor swojej kobiety.
    Mam chwilkę to pędzę do kolejnego parta ^^ A.

    OdpowiedzUsuń